Iza Kuna: Przechodzę na drugą stronę

Jej kalendarz można by porównać do damskiej torebki – jest tam wszystko. Ma także wszystko – rozpoznawalność, wspaniałą rodzinę i mnóstwo przyjaciół. Dużo się śmieje – najgłośniej z samej siebie. I choć żyje teatrem oraz filmem, życia za nich nie odda. Łapie chwile i, bez Facebooka i Instagrama, cieszy się współczesną wolnością.

„Nikt nie kocha tego zawodu za to, że nie ma pracy”. O autoironii, filmie i współpracy z Wojciechem Smarzowskim z Izą Kuną rozmawia Michał Ciechowski

Co ostatnio panią rozbawiło?

W jednym z toruńskich sklepów zainteresowałam się torebką. Jedna z pań od razu mnie poznała i poprosiła o autograf, robiąc wokół małą sensację. Po chwili usłyszałam, jak mówi do koleżanki: „Naprawdę pani nie poznajesz? No jak to? To Iza Kuna!”. I zwróciła się do mnie: „Przepraszam”. „Nie ma za co” – powiedziałam, bo naprawdę nie ma za co.

Podobno pod względem autoironii nie ma pani sobie równych.

Często używam słów „śmiej się, pajacu” (z opery Ruggiera Leoncavalla „Pajace” – przyp. red.). Lubię się śmiać z siebie. Być może to reakcja obronna. Lubię również śmiać się z innych. Śmiech towarzyszy mi bardzo często.

Śmieszy panią żart o aktorze i balkonie?

Nie znam.

Czym różni się balkon od aktora? Balkon utrzyma 4-osobową rodzinę.

Jest to śmieszne, ale jednocześnie tragiczne. Dobitnie oddaje to, co przeżywają aktorzy, którzy nie mają pracy albo mają jej mało. Nikt nie kocha tego zawodu za to, że nie ma pracy. Miałam w swoim życiu taki czas, kiedy rano jechałam do teatru, później do pracy do francuskiej firmy PR-owej, a potem jeszcze nagrywałam wiadomości w telewizji. Mój ówczesny teatr o mnie nie zadbał. Propozycje przyszły z innych scen i z kina.

Przed laty powiedziała pani: „mam marzenia, ale nie mam złudzeń”. Jest pani aktorstwem zawiedziona?

Swój zawód traktuję z przymrużeniem oka, tak, jak on mnie. Przed laty postanowiłam się zemścić i przestałam chodzić do teatru. Skoro on nie chciał mnie, ja nim również przestałam się interesować.

Docenił zaś panią film. Podoba się pani określenie „aktorka Smarzowskiego”?

Bardzo. Lubię Wojtka i zawsze chętnie będę z nim współpracować. Moja rola w filmie „Kler” to epizod, ponieważ sceny związane ze szkołą zostały wycięte. Takie jest prawo reżysera. Niezależnie jednak od tego, bardzo się cieszę, że Wojtek znalazł dla mnie miejsce w tej produkcji. Dla Smarzowskiego jestem w stanie zrobić wszystko.

Bez wahania?

Absolutnie. „Kler” jest kolejnym po „Drogówce”, „Wołyniu” i „Pod Mocnym Aniołem” filmem, w którym wystąpiłam. Jednak najlepszym, według mnie, jest film, w którym nie wystąpiłam – „Dom Zły”.

Filmy Smarzowskiego prowokują. Odczuła pani skutki zaangażowania w jego kino?

Nie przejmuję się opiniami innych, ponieważ wiem, ile w ludziach jest nienawiści i wiem, co dla mnie jest ważne. Nie mam kont na portalach społecznościowych, może dlatego hejtu bezpośrednio nie odczuwam. Swoją pracę wykonuję najlepiej jak potrafię, wypowiadam się w sprawach dla mnie istotnych.

A wstydziła się pani kiedyś za to, w czym wzięła udział?

Są produkcje, z których się cieszę, których się wstydzę i te, w których żałuję, że nie wzięłam udziału. Myślę, że wstyd obecny jest w życiu każdego. Jak strach. Romain Gary napisał w powieści „Życie przed sobą”, że „niekoniecznie trzeba mieć jakiś powód, żeby się bać”. Genialne.

A pani jakie życie ma przed sobą?

Powoli przechodzę na drugą stronę (śmiech). Zaczynam grać babcie. Ale jestem przyzwyczajona. Gdy byłam jeszcze w szkole, nigdy nie przypadły mi role podlotków czy kochanek. Zawsze matki lub zdradzane żony. Jednym słowem kobiety z bagażem niepotrzebnych emocji. Kiedyś żałowałam, że nie gram księżniczek, kobiet lubiących seks. Teraz już nie mam wyjścia. Mając tyle lat, pewnych rzeczy nie zagram.

Fot. Łukasz Piecyk (www.lukaszpiecyk.pl)

Reżyserowie obsadzają panią w rolach kobiet silnych. Sam Jerzy Stuhr powiedział o pani: „Piekielnie inteligentna. Mężczyźni się jej boją”.

Jestem kobietą silną, z dużym poczuciem własnej wartości. Nie oznacza to jednak, że nie bywam słaba. Często jestem nieśmiała i zakłopotana. Swoje postaci buduję na tym, co mi gra w środku, co widzę, co kiedyś zobaczyłam, czy przeżyłam, czy sobie wyobraziłam. Zawód ten oparty jest na słabościach. I wolności. Dlatego uwielbiam współpracować z młodymi ludźmi, przy ich reżyserskich debiutach. Czują tę wolność, a ja jestem dla nich czystą kartą. Nie boją się ze mną eksperymentować.

Młodzi są siłą kina?

Mamy tak wspaniałych twórców, aktorów, reżyserów i scenarzystów, że nie musimy się wstydzić świata.

Wracając do stwierdzenia „mam marzenia, ale nie mam złudzeń”, zapytam o te marzenia.

Tym największym zawodowym jest dokończenie kolejnej książki i wyreżyserowanie filmu kinowego. Debiut reżyserski w teatrze już miałam. Na scenę wróciłam 5 lat temu, pojawiając się w Teatrze Polonia Krystyny Jandy. Wciąż jednak bliżej jest mi do filmu. Tak naprawdę teatru trochę się boję.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s