W każdej kobiecie jest coś z Magdy M.

„Magdę M. Ciąg dalszy nastąpił” Radosław Figura pisał na iPadzie. Losy słynnej prawniczki kreował na plaży w Tajlandii, w hotelu w Bangkoku, a także w Warszawie i Sopocie. Co z tego wyszło? Niezwykła opowieść zamknięta w książce, która swoją premierą ma 20 czerwca. O fabule, procesie pisania i pierwowzorze Magdy M., z autorem powieści rozmawiał Michał Ciechowski

Można by rzec, że pierwsze kilka stron ma utarty schemat: upojne noce, planowana kolacja i przypadkowo znaleziony zaręczynowy pierścionek. Później wszystko diametralnie się zmienia. Dlaczego zdecydował się Pan na tak drastyczne rozpoczęcie?

Stara podstępna zasada: uśpić czujność czytelnika, a potem strzelić mu tuż nad uchem z armaty. I wiadomo, że już do końca nie zaśnie. Palpitacje wliczone w cenę. A teraz na serio. Miałem do wyboru: albo mdlącą sielankę, albo krew, pot i łzy z finałem po jasnej stronie ulicy, ale za to z mniej kryształowymi bohaterami. Postawiłem na „mniej bajki, więcej życia”, z próbą utrzymania wszystkiego, co było zaletami serialu. Z pierwszych reakcji wynika, że udaną.

Wiele dziewczyn dla tej jednej postaci, którą Pan zdecydował się w książce uśmiercić, co tydzień zasiadało przed telewizorem. Nie miał Pan obaw, że takie rozwiązanie rozczaruje czytelniczki?

Są bohaterowie, którzy w tak zwanym codziennym życiu kompletnie się nie odnajdują. Natomiast w świecie mitów kultury funkcjonują doskonale. Tu mamy właśnie taki przypadek. Wolałem umieścić tę postać w świecie mitologii, niż zmusić ją do popełnienia świństwa, czy choćby głupoty.

Lektura to bogaty zbiór sytuacji wziętych z życia. Książka jest nośnikiem porad i ostrzeżeń przed naszą łatwowiernością i brutalnością świata?

Zależało mi, żeby ta historia była prawdziwa. Żeby działa się tu i teraz. Żeby odcisnął się na niej stygmat współczesności. A ta jest brutalna, okrutna i ochoczo żeruje na naszej łatwowierności. Jeśli ta powieść stanie się także rodzajem poradnika, jak żyć, żeby pozostać przyzwoitym, uznam to za wielki sukces. A przede wszystkim za sukces Magdy. Bo to ona jest idealistką i to ona kieruje się przyzwoitością w takim sensie, jak rozumiał ją profesor Bartoszewski.

Tworząc miał Pan pewne wyobrażenie postaci. Czy zmienił Pan kreację któregoś z bohaterów w trakcie pisania?

Nie mogłem za dużo poszaleć. Te postaci zostały tak wyraziście zagrane przez aktorki i aktorów, że pole manewru było mocno ograniczone. Owszem, między akcją serialu a książki mija prawie dziesięć lat. Nawet zmieniając swoje poglądy na przestrzeni lat, wciąż pozostajemy sobą. Dlatego bardziej szedłem za myślą: „jacy oni są dzisiaj”, niż „zacznijmy wszystko on nowa”.

Jak zareagowali na swoje postaci odtwórcy ról serialowych? Diametralnie zmienił Pan postać Agaty, sytuację życiową Marioli i Wojtka, nie mówiąc już o samej Magdzie.

Na razie reakcje są bardzo pozytywne. To ważne, bo przecież te postaci noszą twarze aktorek i aktorów. Może dlatego, że jednak nie zmieniałem bohaterom charakterów. W przypadku Agaty mam poczucie pełnej konsekwencji. Rozstaliśmy się z nią w momencie, kiedy Rafał i jego fantastyczna matka zaczęli na nią polować. Ona niby była trochę wystraszona, ale tak naprawdę ta sytuacja spełniała jej marzenia bardziej niż związek z Bartkiem. Mariola i Wojtek znaleźli się w swoim punkcie zero. Dla mnie było bardzo ciekawe zepsucie Bartka. Oczywiście po to, żeby go kiedyś naprawić. O ile tylko będzie do tego okazja… Natomiast Magda jest wciąż Magdą. Idealistyczna z wyboru. Bo idealizm to świadomy wybór podążania drogą wartości. Tylko już nie w różowych okularach. Ten róż jest nieco przyprószony rdzą.

Co Pana najbardziej zaskoczyło w tej książce? Pana, jako autora.

Najbardziej, że tak mnie wzrusza i prowokuje do uśmiechu. Kiedy pisałem, byłem skupiony na frazie, języku, na akcji, na reakcjach, logistyce miejsc i zdarzeń. Dopiero potem, czytając na spokojnie, zorientowałem się, jak dużo jest w tej historii emocji.

Jak wyglądał proces tworzenia? Gdzie książka powstała, ile czasu była pisana?

Samo pisanie trwało rok. Ale to dlatego, że miewałem przerwy, czasem kilkutygodniowe. Były inne projekty, sprawy bieżące etc. A pisałem na iPadzie, więc w zasadzie wszędzie. Włącznie z poczekalnią w przychodni zdrowia, w samolocie, na lotnisku, na plaży w Tajlandii i w hotelu w Bangkoku. Także w Sopocie. I na leżakach w Cudzie nad Wisłą.

Czy jakiś wątek się w książce nie pojawił?

Rodzice Sebastiana. Ci, którzy nie chcieli znać go z powodu jego orientacji. To jest historia, którą bardzo chciałbym opowiedzieć. Kiedyś. Ma w sobie dużo emocji.

Choć książka jest na rynku świeża, już teraz zapytam, czy przewiduje Pan, że losy prawniczki będą kontynuowane? Szykuje się kolejna powieść?

Miałem kiedyś pomysł, żeby realizować co dziesięć lat kolejną Magdę. Nikt nigdzie na świecie nie pokusił się o taki projekt. Pierwsza była Magda trzydziestoletnia, druga w okolicy czterdziestki, potem pięćdziesiątka i tak dalej. Właśnie w tę podróż wyruszyłem. I bardzo mi się ona podoba.

A czy jest szansa na serial?

Ja nie boję się zaryzykować, dlatego odważyłem się na powieść. Czy Edward Miszczak odważy się na serial? Zobaczymy.

Czy Magdalena Miłowicz ma swój pierwowzór?

Takiego fizycznego, z krwi i kości nie miała. Aczkolwiek wiele jej zachowań podpatrzyłem u mojej serdecznej przyjaciółki, Anity. Ale już w trakcie emisji serialu okazało się, że jest na Mokotowie prawniczka o imieniu Magda, którą do oglądania namówili przyjaciele. Byli święcie przekonani, że ona była pierwowzorem. Ktoś powiedział kiedyś: w każdej kobiecie jest coś z Magdy M. Nie mógłbym oczekiwać większego komplementu.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

Każdy, kto zajrzy do dzisiejszej Magdy znajdzie tam nie tylko wzruszenia i uśmiech, ale też parę pytań, na które będzie musiał sobie sam odpowiedzieć. Książka nie pozostawia obojętnym. Ale nade wszystko daje wskazówkę, którędy dotrzeć do jasnej strony ulicy. Nawet jeśli życie brutalnie i bezwzględnie próbuje nas trzymać po tej ciemnej.

Jakie teraz przed Panem stoją wyzwania?

W planach są książki, seriale, filmy kinowe… Nie będę się nudzić do końca świata. Mam nadzieję, że widzów i czytelników także nie znudzę.

***

Fot. Paweł Trześniowski

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s