Sztuk dla nas się nie pisze

„Nie zakochałam się w Jacku od razu. Urzekła mnie jego gra na fortepianie. W szkole teatralnej przy instrumencie siedział chłopak z burzą loków, w skórzanej kurtce i grał Gershwina”, O teatrze, współpracy na scenie i sukcesie w cieniu telenoweli „Klan”, z Barbarą i Jackiem Bursztynowiczami, rozmawiał Michał Ciechowski.

 

W swoim debiucie literackim „Jak w życiu. Felietony” wspomina pani o swojej nieśmiałości. Teatr ją wyleczył?

B.B: Nieśmiałym jest się do końca życia, ale w pewnym wieku nie powinno się już tego okazywać. Teatr sprawił, że potrafię teraz nad tym panować, a otuchy zawsze dodaje mi życzliwość publiczności.

A mąż? Współpracowaliście przecież państwo na teatralnych deskach.

B.B: Trudno nam się współpracuje, ponieważ bardzo dobrze się znamy.

J.B: Wyczuwamy każdy fałsz w naszym aktorstwie i to nas peszy. Mimo to, wspólnie tworzyliśmy kabaret „Cafe Teatr na Francuskiej”. Program składał się z utworów lirycznych i humorystycznych, teksty piosenek pisałem specjalnie dla Basi. Wspierał nas przyjaciel – pianista i kompozytor Janusz Tylman. Kabaret istniał kilka lat. Działaliśmy w niewielkim bistro, o którym Sława Przybylska śpiewała w jednym ze swoich przebojów. Gdy to miejsce przerodziło się w restaurację, straciło swój klimat i nie znaleźliśmy już dla siebie odpowiedniego kąta. Wciąż współpracujemy z Basią przy spotkaniach literackich i różnych programach poetyckich, natomiast, gdybyśmy mieli razem grać w sztuce psychologicznej i patrzeć sobie w oczy…

B.B: To ja chyba bym pękła ze śmiechu.

A jak się państwo poznaliście?

J.B: Byłem studentem trzeciego roku, gdy Basia zdała do szkoły teatralnej. Od początku przykuła moją uwagę.

B.B: Ja nie zakochałam się od razu. Urzekła mnie jego gra na fortepianie. Przy instrumencie w szkole teatralnej siedział chłopak z burzą loków, w skórzanej kurtce i grał Gershwina, co było ewenementem, gdyż w tamtych czasach niewielu studentów umiało grać na instrumencie. Zakochałam się w jego grze, no i tej skórzanej kurtce, która później okazała się być ze skay’u i w dodatku pożyczoną.

Szkoła teatralna to także czas pani debiutu. W połowie maja minęło 41 lat od premiery „Barbarzyńców”.

B.B: To było dla mnie pierwsze ważne doświadczenie teatralne. Wtedy profesor Bardini odkrył we mnie cechy aktorki charakterystycznej. W szkole zwykle grałam amantki i zazdrościłam kolegom ich komediowych ról. Później ten komiczny rys dostrzegła we mnie Aleksandra Śląska. Od czasu do czasu udaje mi się zaprezentować publiczności te moje charakterystyczne zdolności. Ostatnio w roli Ruth w „Dziewczynach z kalendarza”. Za każdym razem granie bogatych i skomplikowanych psychologicznie osobowości jest dla mnie radością. Szukam w swoich rolach czegoś wyjątkowego, wykraczającego poza rutynę i monotonię.

Mąż gra w Teatrze Współczesnym, pani przez 23 lata była aktorką Teatru Ateneum. Serial wygrał?

B.B: W którymś momencie pracy w teatrze nie udało się pogodzić z zajęciami na planie serialu „Klan”.

J.B: W Teatrze Współczesnym gram w wielu przedstawieniach, choć są to przede wszystkim role epizodyczne. Można mnie też od czasu do czasu zobaczyć w produkcjach telewizyjnych.

Dojrzali aktorzy nie są już obsadzani w znaczących rolach?

B.B: W pewnym wieku zaczyna brakować ról, zwłaszcza dla kobiet. Chociaż czasami spotyka nas miła niespodzianka. W spektaklu „Furie” wcieliłam się w postać starszej pani. Ale zasadniczo…sztuk dla nas się nie pisze.

Wraca pani jednak do teatru.

Zagram z Leonem Charewiczem, Wojciechem Wysockim oraz Tomkiem Ciachorowskim w sztuce „Ranny ptaszek” w reżyserii Dariusza Taraszkiewicza. Przed nami próby i wyczekiwana premiera. Jestem ciekawa efektu.

Istnieje u państwa coś takiego, jak „wymarzona rola”?

B.B: Każda rola to nowe wyzwanie. Czekam na to, co przyniesie los i bardzo chętnie się z tym zmierzę. Nie odnalazłabym się jednak w każdej roli. Nie czuję ról w zbyt frywolnych farsach, które nic nie wnoszą do mojego artystycznego życiorysu. Stałe rozśmieszanie publiczności nie jest dla mnie – to nie moje emploi.

Utożsamiana jest pani szczególnie z jedną rolą.

B.B:Tak się złożyło, że rola Elżbiety Chojnickiej z serialu „Klan” przysłoniła cały mój dorobek. Wyrosłam z teatru i marzy mi się powrót do niego. Nie mogę się więc już doczekać.

Plotki o pani odejściu z serialu mają w sobie ziarno prawdy?

B.B: W rozmowach z dziennikarzami mówię, że jestem zmęczona i to jest przecież naturalne po dwudziestu latach gry w tych samych okolicznościach, z tymi samymi ludźmi, kreując tę samą postać. W serialu jestem przypisana do rodziny; jako matka, babcia, żona, wybaczająca mężowi wszystkie wybryki. Tworzę postać, która w rzeczywistości byłaby ideałem. Nie mam wielkiego pola manewru w budowaniu mojej ekranowej osobowości, ponieważ przede wszystkim to słowa napisane przez scenarzystów ją tworzą. Jestem często utożsamiana z Elżbietą, gdyż publiczność zapomina, że ona jest postacią fikcyjną.

Bywa też, że głos aktora jest utożsamiany z postacią, którą dubbinguje.

J.B: To prawda, niektórzy kojarzą mnie z rolą Grafiego z serialu o gumisiach. Dubbing jest specyficzną, często trudną pracą, ale przynosi mnóstwo satysfakcji.

B.B: Mnie dzieci utożsamiają z postacią Marty z bajki „Bob Budowniczy”. Kiedy się odezwę często widzę zamieszanie wśród najmłodszych. Tak więc aktor bywa rozpoznawalny także ze względu na swój głos.

Możemy więc oficjalnie zapowiedzieć pani wielki powrót na teatralne deski?

B.B: Dla mnie zawsze powrót do teatru jest wydarzeniem. Czerpie siły z każdego spotkania z publicznością, bo teatr i widz to przecież bardzo ważny element mojego życia.

***

Fot. Michał Ciechowski

Fot. Łukasz Piecyk (www.lukaszpiecyk.pl)

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s