Kasia Adamik: Krytyka filmowa mnie przeraża

Amok” jest grafomańską pornografią. Połączenie książki ze zbrodnią sprawiło, że Krystian Bala zyskał światową popularność. A czy film będzie kolejnym spełnieniem jego gwiazdorskich marzeń? Nie wiem. Dlaczego jednak miałam nie stworzyć przez to produkcji, która mnie tak bardzo podnieca? – pyta Kasia Adamik, reżyser filmu Amok”, w rozmowie z Michałem Ciechowskim

Skąd we mnie, po premierze filmu, taki niepokój?
Jeżeli opuściłeś salę kinową z jakąkolwiek emocją, która towarzyszyła ci przez pewien czas, mogę uznać to za twórczy sukces. W bardzo mrocznej historii próbowaliśmy stworzyć świat klaustrofobiczny i duszny. Splot zdarzeń wywołuje w widzach pewien nacisk i właśnie dlatego nie jest to prosty odbiór. Wymaga pewnego zaangażowania. Nie miał być to thriller, w którym wszystko dzieje się po kolei. Razem z bohaterami zmagamy się z mroczniejszą stroną własnego „ja”.

W wielu recenzjach pojawia się zarzut stworzenia z filmu artystycznej przesady”.
Jestem przerażona poziomem krytyki filmowej w Polsce. Spośród dziesiątek recenzji trafiłam tylko na dwie, odwołujące się do bezpośrednio do procesu tworzenia filmu od wewnątrz. Reszta to dziennikarskie „bla bla bla”, często osób niemających pojęcia o tworzeniu produkcji filmowej. Widz powinien się odseparować od prawdziwej historii i pamiętać, że „Amok” to fabuła, nie dokument.

Krystian Bala miał okazję zobaczyć film?
Wątpię. Może obejrzy go za dwanaście lat, kiedy wyjdzie z więzienia. Nie jestem z nim w kontakcie. Wiem tylko, że czytał którąś z wersji scenariusza, ponieważ produkcja musiała uzyskać od niego prawa autorskie do książki. Osobiście się z nim nie kontaktowałam, nie wiem więc, co myśli o filmie.

Dlaczego akurat w tej historii znalazła pani inspirację?
Historia ta wyróżnia się ze wszystkich innych zabójstw. Inspirujące dla mnie jako twórcy są kontrowersje wokół całej sprawy Bali. Wciąż są tacy, którzy wierzą w jego niewinność. Zrobiłam film o mrocznym wejściu w świat jego książki. Oparłam to na uczuciu obsesji i zachowania inspektora, który za wszelką cenę próbuje udowodnić, że w „Amoku” faktycznie opisana została zbrodnia.

Krystian Bala marzył o popularności. Film po latach ponownie mu te marzenia przywraca?
Bala popularność osiągał już kilka razy. O sprawie pisano nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Czy będzie spełnieniem jego marzeń? Nie wiem. Dlaczego jednak miałam nie stworzyć przez to filmu, który mnie tak bardzo podnieca?

Tworząc film, musiała pani sięgnąć do książki.
„Amok” nie jest łatwą lekturą. Niektórzy profesorowie filozofii twierdzą jednak, że coś w niej jest – ciekawa analiza nihilistycznej twórczości. Według mnie jest to grafomańska pornografia. Książka była dla mnie jedynym oknem na Krystiana Balę. Jego postać zbudowałam właśnie na podstawie tego, co przeczytałam.

Dwa lata temu zapowiedziała pani międzynarodową produkcję. Dlaczego finalnie powstał film polski?
Składając film, trzeba mierzyć się z jego finansowaniem. Był moment, w którym współpracą zainteresowani byli Szwedzi. Miała więc powstać polsko-szwedzko-niemiecka koprodukcja, w której główną rolę zagrać miał bardzo znany szwedzki aktor. W międzyczasie jednak wyszedł „True Crimes” z Jimem Carreyem i Agatą Kuleszą w rolach głównych. Choć jest kompletnie inny, inwestorzy jednak się wycofali. Poniekąd się ucieszyłam, bo zawsze denerwowały mnie produkcje anglojęzyczne, w których widzimy fałsz – wpływa na to przede wszystkim różnorodny akcent aktorów. Zrobiliśmy więc w stu procentach produkcję polską.

Jest w niej także akcent toruński.
Areszt mieszczący się przy ulicy Piekary jest jedynym takim obiektem panoptikum w Polsce. Nie mogliśmy więc tego nie wykorzystać. Sceny kręcone w Toruniu można obejrzeć w ostatnich kadrach filmu.

Każdy film niesie ze sobą smaczki techniczne. Czym pochwalić się może Amok?
W pierwszej, długo przygotowywanej scenie przez Wrocław Odrą płynie ciało. Kiedy już wszystko mieliśmy technicznie dograne, okazało się, że tego dnia są fregaty. Musieliśmy więc zmienić godzinę zdjęć, przesuwając je z południa na godzinę piątą rano. Wszystko trzeba było zorganizować tak, aby widz się nie zorientował.

W swojej pracy dotyka pani głównie społeczności męskich. Jaki więc będzie kolejny film?
Na warsztat wzięłam powieść Olgi Tokarczuk, w której bohaterem będzie profesor psychiatrii. Przyjeżdża do Warszawy na sympozjum. Kiedy budzi się o poranku, okazuje się, że jest 13 grudnia 1981 roku. Nikt po niego nie przyjeżdża, telefon nie działa. Rozpoczyna się jego tygodniowa przygoda w okresie stanu wojennego. Scenariusz jest w fazie tworzenia. Ponownie więc wchodzę pomiędzy mężczyzn. W świat, który niesamowicie mnie inspiruje.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s