Antoni Krauze: To jest mój koniec

– „Smoleńsk” stał się słowem zakazanym, podobnie jak przez większość mojego życia słowo „Katyń”. Mieliśmy powtórkę z historii – o produkcji dzielącej dwa rządy i straconych przyjaźniach z Antonim Krauzem, reżyserem filmu „Smoleńsk”, rozmawiał Michał Ciechowski


Wycofany
już z kin „Smoleńsk” obejrzało pół miliona widzów. Dla porównania „Wołyń” taką liczbę osiągnął w tydzień.
Spodziewałem się więcej.

Ilu?
Ciężko powiedzieć, ale takiej liczby się nie spodziewałem.

Podjąłby się pan jeszcze raz tej produkcji?
„Smoleńsk” kosztował mnie kilka lat życia. Już przed premierą powiedziałem sobie, że więcej filmem zajmować się nie będę. Decyzja o moim wycofaniu jest decyzją człowieka, który osiągnął pewien wiek. Ze smutkiem mówię dziś o straconych latach, kiedy jeszcze zawodowo mógłbym coś zrobić. No, ale tak miało być. Wycofuję się bez żalu.

Patrząc z perspektywy historii, stworzył pan coś bardzo znaczącego dla Polski.
Wydaje mi się, że jest to bardzo ważny film, tym bardziej że nie traktowałem go jako powód do własnej chluby. Przy jego pomocy chciałem uświadomić moim rodakom, przede wszystkim publiczności polskiej, jak nami manipulowano przez minione lata. Dziś jestem bardzo usatysfakcjonowany, że taki projekt mógł zostać pokazany.

Ktoś próbował wpłynąć na tworzenie filmu lub jego końcowy efekt?
Wielu osobom zależało, żeby ten film w ogóle nie powstał. To dla mnie bolesne. Kilka razy byłem nawet przekonany, że nie dam rady i „Smoleńska” nie dokończę.

Mimo to pan nie odpuścił.
Musiałem go zrobić, ponieważ skorzystałem z pieniędzy ludzi z całego świata, którzy zgłaszali się do mnie z poparciem. Nie mogłem ich zawieść. To był najważniejszy powód, dla którego postanowiłem zostawić wszystko i zająć się filmem. Błędnie myślałem, że sprawa Smoleńska jest wciąż żywa. Dopiero ogólnopolska premiera uzmysłowiła mi, że coś się w tej rzeczywistości zmieniło. I mówię tu także o władzy. O ile do października zeszłego roku Smoleńsk był tematem cenzurowanym, dziś działa normalna, prawdziwa komisja, która wyjaśnia przyczyny tragedii.

Zmiana władzy pomogła w dystrybucji filmu w Polsce?
Zdjęcia do filmu zakończyliśmy w 2015 roku. Nie wiem jednak, czy w tamtej rzeczywistości byłby on wyświetlany w kinach. „Smoleńsk” stał się słowem zakazanym, podobnie jak przez większość mojego życia słowo „Katyń”. Mieliśmy powtórkę z historii.

Pod koniec filmu pojawiają się ofiary zbrodni katyńskiej. Nie bał się pan takiego połączenia?
Polska delegacja z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele leciała na obchody rocznicy zbrodni katyńskiej. Prezydent do samego końca domagał się ujawnienia przez Rosjan dokumentów, które są dla Polaków niedostępne. Chodzi o listę białoruską. Tragedia smoleńska bezpośrednio łączy się z Katyniem. Nikt się nie spodziewał, że wyjazd ten będzie miał taki finał.

Przy produkcji filmu dotarł pan do informacji, których my jeszcze nie poznaliśmy?
Oficjalnie powodu katastrofy nie znamy. W filmie wykorzystałem dorobek dwóch specjalnie powołanych komisji. W pierwszej działali wspaniali naukowcy ze świata. Udowodnili, że skrzydło samolotu Tu-154M nie może złamać się od jakiejś brzózki. Drugi zespół to konferencja smoleńska – polscy naukowcy, którzy na własną rękę, za własne pieniądze przeprowadzili badania. Efekty pracy obydwu zespołów stały się podstawą do produkcji filmu.

Mówi się, że największą porażką filmu jest jego obsada.
Na takie opinie nie mam odpowiedzi. Nie mam żadnych złych spostrzeżeń. W „Smoleńsku” wystąpili wszyscy ci, którzy mieli na to ochotę. Wiele osób, do których się wcześniej zwracałem, odrzucało moje propozycje albo stwarzało niepotrzebne sytuacje, mocno mnie kompromitujące. Nie mam poczucia, że aktorzy wystąpili w tym filmie nieprofesjonalnie. Ale ocenianie nie jest moją rolą. Film zrobiłem i teraz sam musi się obronić.

Co ten film w panu zostawił?
Wiele się o sobie dowiedziałem. Te kilka lat było dla mnie czasem bardzo trudnym, który rozebrał mnie ze wszystkich emocji. Z drugiej strony jestem szczęśliwy, że udało mi się go skończyć i mam to już za sobą. Jest to jednak mój absolutny koniec.

***

wywiad zrealizowany podczas 4. edycji Festiwalu Sztuki Faktu. Fot. Łukasz Piecyk – www.lukaszpiecyk.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s