Wiesława Kwinto-Koczan: Szeptem się nie kłamie

O sobie mówi: „Nie jestem poetką – ja piszę wiersze”. Nieobce są jej Bieszczady, do których miłość widać w każdym z trzech poprzednich tomików. W ostatnim „Słowa szepty” zabrała nas w swój świat melancholii. O wierszach, muzyce i jesieni życia z Wiesławą Kwinto-Koczan rozmawiał Michał Ciechowski. 

Mamy jesień, tomik „Słowa szepty” też jakby jesienny.
Jesień jest metaforą przemijania i podsumowania. Jestem już w bardzo późnej jesieni mojego życia, w czasie pewnych podsumowań. O tej porze roku oczekujemy specyficznych nastrojów i te chyba tomik oddaje.

Czy umieszczenie na okładce niezapominajek ma również swoją metaforę?
Tomik jest bardzo głęboko wewnętrzny. Wiersze są szczere, opowiadają o lirycznej stronie mojego życia. I tworzą pewną historię, która opowiedziana została od pierwszego po ostatni utwór. Jest on poświęcony także tym, którzy z mojego życia już odeszli. Niezapominajki więc zostały wybrane z premedytacją.

Poeta jest osobą wrażliwą?
Nigdy nie zdarzyło mi się powiedzieć o sobie „poetka”. Jestem twórcą – piszę wiersze – lepsze bądź gorsze. Kategoria poety to miejsce, do którego ja jeszcze nie mam wstępu. Myślę, że każdy człowiek ma w sobie dozę wrażliwości. Obserwuję, słucham i czuję, później wyrażam się poprzez słowa. Uważam się za nadwrażliwą osobę, co jest moim nieszczęściem.

W tomiku „Słowa szepty” odeszła pani od tematu Bieszczad.
Każdy z moich poprzednich trzech tomików nawiązywał do bliskich memu sercu miejsc. „Szlakiem” to refleksje bieszczadzkie i tamtejsze szlaki. „Nocne niebo śpiewa aniołami” powstał w czasie dla mnie bardzo szczęśliwym, kiedy poznawałam Bieszczady, mieszkając już w Toruniu. Trzeci – „Zawrócić” – to z kolei okres dla mnie bardzo trudny. Piszę o tym, co znam i czuję. Ślad Bieszczad znajduje się jednak w każdym – nawet w ostatnim.

Pojawia się jednak Toruń.
Choć mieszkam tu dopiero od szesnastu lat, wciąż się z tym miastem zżywam. W ciągu trzynastu lat tworzenia wysypały się ze mnie historie mojego życia. Bardzo kocham Toruń – to o nim napisałam w jednym z tomików: „Jestem nareszcie w domu. Tym drugim domu.”, bo Bieszczady są moim pierwszym miejscem na ziemi. Być może przyjdzie moment, w którym powstanie książka poświęcona Toruniowi.

Pani wiersze trafiły także na płyty. Ile otrzymało nowe, muzyczne życie?
O stworzeniu z mojej twórczości utworów muzycznych nigdy nawet nie marzyłam. Dziś na mojej półce stoi już dwadzieścia jeden płyt, które otrzymałam od zespołów mierzących się z moją poezją. Pierwsza grupa, która postanowiła wziąć je na swój warsztat, to Małżeństwo z rozsądku. Kiedy grali w Dworze Artusa, postanowiłam zostawić im swoje wiersze. W niedługim czasie otrzymałam wiadomość, że „Bosonogie anioły” się im spodobały i już nadali im właśnie drugie, muzyczne życie. Zespół ten bardzo dobrze interpretuje moje słowa – mogę zaryzykować stwierdzeniem, że mamy takie samo Rh+. Bardzo boleśnie jednak odczuwam to, gdy ktoś nieświadomie zmieni moje słowa. Wiem, że muzyka rządzi się swoimi prawami, cieszę się więc, kiedy ktoś chce wspólnie konsultować zmiany, gdy tego akurat wymaga dźwięk.

W sobotę, 8 października, w Toruniu koncert dał zespół Cisza jak ta, który także śpiewa pani poezję.
Było… odlotowo! Jak udało mi się policzyć, już szesnaście grup pracowało z moimi utworami. Najczęściej sami sięgają po moje wiersze, ja tekstów im nie piszę.

Nigdy?
Raz się z tym zmierzyłam. Nie chcę mieć jednak etykiety tekściarza. Lubię wyzwania. Trudno mi było napisać „zamówionego” „Emigranckiego Bluesa”, kiedy tworzyłam z perspektywy mężczyzny, pisząc o emigracji.

„Słowa szepty” otrzymają również nowe życie?
Tomik, oprócz „świeżynek”, składa się z wierszy, które pojawiły się w poprzednich książkach. Wiele z nich już stało się piosenkami na różnych płytach. Chciałabym jednak, aby wszystkie znalazły się na jednej. Taką niespodziankę szykujemy i, mam nadzieję, trafi do miłośników poezji śpiewanej już na gwiazdkę.

A zdarza się pisać pani do szuflady?
Nie należę do tych, co wiersze chowają w szufladzie. Każda praca jest przemyślana. Dążę do tego, aby jak najwięcej powiedzieć jak najmniejszą liczbą słów. Patrząc na wiersze z perspektywy czasu, czuję, że mogłabym je napisać jeszcze zwięźlej. Staram się, żeby każdy był bardzo wypracowany słowem.

Kto jest dla pani najważniejszym recenzentem?
Tym, kto na mnie wywarł największy wpływ, komu ufam i oddaję do recenzji moje wiersze, jest mój syn. To on jest także sprawcą okładki i wydawcą moich tomików. Najbardziej srogim recenzentem jestem jednak ja sama.

Gdzie szuka pani inspiracji?
Jeżeli coś mnie wzruszy, poruszy, zaboli, staram się przelać to na papier. Każdy wiersz czeka na swój czas. Teraz mam taki moment wyciszenia, choć od czasu do czasu udaje mi się coś napisać. Przywiązuję bardzo dużą wagę do słowa. Bo ono ma dźwięk i moc. Najważniejszy jest jednak szept – szeptem się nie kłamie.

14627780_10205615613949198_1060404743_n
archiwum prywatne
Advertisements

One thought on “Wiesława Kwinto-Koczan: Szeptem się nie kłamie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s