Stanisława Celińska: Obdarłam psychikę ze wszystkich ubrań

Mierzyła się ze słabościami, aby teraz przekazać innym swoje doświadczenia poprzez muzykę. W płycie „Atramentowa” przekazuje wiele energii i siły. Nieśmiałe dotknięcie tematu zaowocowało wspaniałą płytą i wieloma artystycznymi nagrodami. Stanisława Celińska, w rozmowie z Michałem Ciechowskim, opowiada o tworzeniu muzyki dla duszy, wstydzie i teatrze Warlikowskiego.

„Atramentowa” to zaproszenie do Pani prywatnego świata? Mam wrażenie, że w nim radość przeplata się z wielkim życiowym doświadczeniem.

Wiele w tej płycie jest ze mnie – moje emocje, uczucia i moja prawda. Nie ma ułudy i prawdopodobnie dlatego została tak dobrze odebrana.

Długo ten owoc dojrzewał.

Pracując nad tematem płyty, bardzo nieśmiało go dotykaliśmy. Ale to właśnie było zamierzone – mowa szeptem, do ucha, delikatnie. Jest to swoisty, niemy dialog kogoś, kto ma podobne problemy, co osoby słuchające. Niedosłowność pewnych rzeczy pozwala na szersze przyjrzenie się tematowi.

Śpiewa Pani o „życiu w tonacji mol”. Jaka jest dziś tonacja Pani życia?

Z pewnością dur. Może czasami mol. Ale nie taki smutny, dekadencki. Każdy z nas potrzebuje wprowadzić się w stan zadumy. To też jest nam potrzebne.

Wybrane utwory na płycie powstały przy współpracy z Muńkiem Staszczykiem i Kasią Nosowską. W swoim dorobku ma Pani także duet z Markiem Dyjakiem. Wszystkich łączy niesamowita emocjonalność.

Marek sam mi zaproponował współpracę. Na płycie „Nowa Warszawa” śpiewałam utwór Muńka i właśnie to było pierwszym krokiem do wzajemnego poznania. Wraz z Maciejem Muraszko, twórcą muzyki do krążka, zapragnęliśmy, aby to właśnie Muniek napisał jeden z utworów do „Atramentowej”. Z Kasią Nosowską spotkałam się przy okazji koncertu w Warszawie. To są takie artystyczne osobowości, z którymi mam wspólne emocje i prawdę. A to cenią słuchacze najbardziej.

Który, spośród 15 utworów znajdujących się na płycie, jest Pani najbliższy?

Bardzo bliska jest mi na pewno „Wielka słota” właśnie z Muńkiem Staszczykiem. Choć nie postrzegam utworów w ramach „lubię” lub „nie lubię”.

Były obawy przed wejściem projektem?

Oczywiście. Choć utwór jest bolesny, pomógł wielu osobom. Widzę to podczas spotkań ze słuchaczami, po brawach, którymi nagradza mnie widownia. Czuję, że trafiam w ich nuty. Każdemu z nas w życiu towarzyszy muzyka. I kiedy ta jedna nutka wpisze się w pięciolinię innego życia, artysta może mówić o dużym sukcesie. Bo wszelkie nagrody zawsze są pochodną odbioru jednostek.

Cały czas mówimy o emocjach, odsłanianiu się. Chciałbym nawiązać do odsłony w teatrze Krzysztofa Warlikowskiego.

Krzysztof Warlikowski wniósł bardzo dużo odwagi do mojego życia. Na pewno przeświadczenie o tym, że gramy „tu i teraz”. Jego spektakle rodzą się na oczach widza. Nie są powielane. Jest to o tyle ważne, że mądry widz odczyta w nas prawdę. I tak jest także na moich koncertach. Nie trzymam się scenariuszy. Ten pisze życie i widownia – ich reakcje i dialogi. Bo ze sceny uwielbiam nawiązywać kontakt z gośćmi, którzy przyszli mnie posłuchać.

Warlikowski obdarł Panią ze wstydu?

W pewnym stopniu tak. Dał odwagę, wiarę w siebie. Jestem kobietą dojrzałą, mimo to pozwoliłam się Warlikowskiemu rozebrać na scenie. Dużo zależy od współpracy reżyser – aktor. Fałszywe relacje nie pozwolą uzyskać tak pięknych efektów.

Pani syn wypowiada się w książce i mówi, że „nie przykuwa wzroku jej nagość, ale twarz”.

Najważniejszy jest temat. Nie chodzi o epatowanie ciałem. Jeżeli zarys historii tego wymaga, to mierząc się z prawdą, trzeba to ciało pokazać. Dla efekciarstwa tego robić nie trzeba. Bo to nie jest tylko nagość fizyczna. To także obdarcie ze wszystkich ubrań swojej psychiki.

Wraz z Maciejem Muraszko przygotowujecie się do kolejnej płyty. Czego możemy się spodziewać?

Tak, ale nie chcę zdradzać jeszcze co to będzie. Napisałam już kilka tekstów, które czekają spokojnie, aż ochłonę po „Atramentowej”.

W jakiej tonacji będzie ta płyta?

Wszystko zależy od Macieja. Pisze on muzykę, jak ja to nazywam, nostalgiczno-optymistyczną. Jest w tym rodzaj zadumy, ale jest także ukryta radość. Poczujemy klimat nie tylko polski, ale także latynoski. Zobaczymy, co mu w duszy gra. Ja bardzo chcę mówić rzeczy optymistyczne.

Czego mogę życzyć Pani na dalszą artystyczną drogę?

Tego, co mamy najcenniejsze – zdrowia.

 

*** fot. główna – Piotr Grzybowski/materiały prasowe

** fot. archiwum prywatne

13116316_1196983036978789_5475364439216062401_o

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s