Beata Pawlikowska: Jak umrę, napiszę o tym książkę

Jej pasja to podróż, miłością zaś – dżungla. Jak sama mówi, jedno z najpiękniejszych, a zarazem najtrudniejszych miejsc na ziemi nauczyło ją pokory. Beata Pawlikowska, najbardziej znana blondynka w Polsce, Szamanka III RP, opowiedziała Michałowi Ciechowskiemu o swojej dżungli, najnowszej książce i magicznych, żółtych karteczkach.

Ludzie mówią o podróżowaniu, bo świadomie kojarzy im się to z ucieczką. Pani wciąż gdzieś ucieka?

Nie uciekam, bo znalazłam sens w zyciu. Ale rzeczywiście dawno temu, kiedy marzyłam o podróżowaniu, podświadomie była to dla mnie forma ucieczki. Ale coś panu powiem. Podróże nie sa sposobem na ucieczkę, bo nie da się zuciec przed samym sobą. Gdziekolwiek pojechałam – nawet na przysłowiowy koniec świata – zawsze zabierałam tam siebie i moje kłopoty. Wyrwanie się w podróż jest więc pozorem rozwiązywania pewnych spraw, ale zaskakująco do pewnego stopnia działa, bo uczy wewnętrznej siły i elastyczności.

„Postanowiłam, że chcę nauczyć się świata na swoich warunkach”. Jakie to są warunki?

Nie chciałam być wiecznie zagonionym dorosłym, który jest nieszczęśliwy, nigdy nie ma czasu i zawsze za mało pieniędzy. Byłam przekonana o tym, że można żyć inaczej. Można być takim dorosłym, który jest szczęśliwy i ma poczucie, że jego życie ma sens. To właśnie były moje warunki. Chciałam czuć się w życiu szczęśliwym człowiekiem.

I wybrała Pani podróże. Ameryka Południowa i dżungla to miejsca, w które jeździ Pani najczęściej, choć zaznacza, że wiele razy dżungla człowieka upokarza. Jest jak „zielone piekło”.

Mówiąc „zielone piekło”, od razu dodaję, że jest też jak zielony raj. To jest jedno z najtrudniejszych miejsc na ziemi, ale jednocześnie te najpiękniejsze, bo jest tak niezwykłe.

Jaka jest ta dżungla?

Jest miejscem, gdzie człowiek przestaje udawać. Jest tam tak nieprzewidywalnie, niebezpiecznie i trudno, że udawanie czegokolwiek przestaje mieć sens. I wtedy poznajesz prawdę o sobie samym.

Napisała już Pani ponad sześćdziesiąt książek o swoich podróżach. Z tym wiąże się jedna z anegdot – „Jak umrę, na pewno napiszę o tym książkę”.

To było zabawne (śmiech). Siedzieliśmy w dżungli z grupą osób, dla których zorganizowałam wyprawę. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach – o życiu, śmierci, o szczęściu, o rozwiązywaniu problemów. I wtedy powiedziałam tak odruchowo „O! Ale jak umrę, to na pewno napiszę o tym książkę, bo jest to bardzo ciekawe doświadczenie”.

Jedna z najnowszych Pani książek „Narkotyki, anoreksja i inne sekrety” to poradnik…

… napisany przez życie. Znam uzależnienia z własnego doświadczenia. Wiem jak to jest czuć się niewolnikiem czegoś, co kierowało moim myśleniem, uczuciami, czynami i zmuszało mnie do robienia rzeczy, których właściwie wcale nie chciałam robić. Było mi wstyd, miałam poczucie winy i przegranej. Aż wreszcie zdobyłam się na odwagę, żeby nazwać po imieniu mój problem i podjąć decyzję o dokonaniu zmiany. Wiele razy się potykałam, wpadałam z powrotem w kłopoty, ale przez cały czas, uparcie i wytrwale, szukałam drogi wyjścia. Wtedy też zrozumiałam jaki jest mechanizm uzależnień, skąd się biorą i jak można skutecznie się od nich uwolnić. Dlatego napisałam tę książkę.

Pół Polski Panią kocha, drugie pół krytykuje treści książek.

Każdy człowiek ma prawo do swojego zdania.

Dlatego żółte karteczki zyskały w Polsce taką moc?

Piszę je codziennie rano piórem wiecznym i zamieszczam na Facebooku. Każda żółta kartka jest krótkim przypomnieniem tego, co jest ważne. To są proste rzeczy, ale takie proste rzeczy są najważniejsze. Jeśli o nich zapomnisz, to zaczynasz gubić się w chaosie. Dlatego codziennie rano przypominam jedno krótkie hasło, jedno krótkie zdanie, jedną małą rzecz.

Wszystkie te małe rzeczy zbierają się na wielką całość. To podróże dają siłę?

Podróże pozwalają znaleźć w sobie wewnętrzną moc. Każdy w sobie ją ma. Kiedy znajduje się w różnych zaskakujących sytuacjach, ma szansę, żeby ją w sobie odkryć. Jest do tego zmuszony.

Ile prawdy jest w tym, że zwiedziła Pani cały świat?

A kto tak powiedział? (śmiech) Jest dużo miejsc, w których nie byłam, takich jak choćby Alaska albo Polinezja Francuska. Ale nie wiem, czy tam pojadę. Kiedy zaczęłam przygotowywać się do tej wyprawy, odkryłam, że to jest miejsce raczej dla wygodnych turystów, a nie przygodowych podróżników. Więc raczej mnie tam nie ciągnie.

Mówi Pani „nie kolekcjonuję wspomnień”. Nie pasuje to do podróżnika.

Ważne jest to, co jest teraz, a nie to, co było. Wspomnienia i tak zostaną, ale nie przywiązuję do nich zbyt dużej wagi. są.

A co jest teraz?

Teraz jest życie. Nowe pomysły. Nowe projekty. Nowe książki, nowe wyprawy. Cudownie dojrzałe czereśnie i fantastyczne polskie lato. Cieszę się!

 

Fot. archiwum prywatne
Fot. archiwum prywatne

*** wywiad dostępny jest również w dwutygodniku Poza Toruń: http://pozatorun.pl/e-wydanie-4\

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s