Katarzyna Warnke: Próba zbudowania siebie, oddala nas od drugiego człowieka

** autorski wywiad przeprowadzony w 2014 roku, podczas wizyty na planie „Lekarzy” w Toruniu

Kolekcjonerka uśmiechów. Marzy o gwiazdce z nieba i wierzy w spełniające się przepowiednie. Niepoprawna moralistka, która życie zamieniła w pasję. O życiu prywatnym mówi niewiele. Wrażliwa na krytykę, której sama sobie nie szczędzi. W końcu piękna kobieta i zdolna aktorka. Znamy ją z ról w  filmach i serialach takich, jak: Solaris, Życie czy toruńskich „Lekarzach”.

Torunianie kojarzą Panią z rolą Izy Wanat – prawniczki, wciągniętej w narkotykowy ciąg. Ile potrzeba włożyć pracy w wykreowanie postaci, u której widz dostrzeże realia tak trudnego problemu?

Prywatnie nie mam skłonności do uzależnień. Jednak rozumiem taki rodzaj emocjonalności, braku poczucia bezpieczeństwa oraz zaufania w stosunku do siebie i świata. W gestach i słowach trzeba wywołać pewien rodzaj histerycznej, neurotycznej natury. To jest dość trudne do zagrania. Jednak każdy aktor chętnie podejmuje wyzwanie, które jest związane z kwestią dramatyczną.

Postać, którą Pani gra stara się wyjść z nałogu…

Moja bohaterka jest osobą, która przebywa wśród normalnych ludzi. Chodzi codziennie do pracy. W serialu nie wyglądam jak typowa narkomanka,taka z książki „Dzieci z dworca zoo”. Jako prawniczka zawsze jestem elegancko ubrana, noszę wysokie szpilki. Iza Wanat, którą gram, wiele osiągnęła.Problem, jakim jest uzależnienie, może przytrafić się każdemu.

A jaka jest reakcja widzów, z którzy rozpoznają Panią na ulicy? Znajdujemy się w Toruniu, a Pani pochodzi z Grudziądza. Prawie jak w domu!

Na moim przykładzie można pokazać, że każdy może coś w życiu osiągnąć. Nawet taka nieśmiała Kasia z Grudziądza, którą kiedyś byłam. W Toruniuspotykają mnie same pozytywne i zabawne sytuacje. Podczas rozmowy z żoną prezydenta, panią Krystyną Zaleską, dowiedziałam się, że gram zły charakter i, w dodatku, to co złego dzieje się w serialu, to moja wina! Reżyser chciał, aby moja postać się czymś wyróżniała. Zdecydowali, że mam intrygować i mieszać. Ale jest jeszcze jedna rzecz, która mnie wyróżnia. Są to szpilki. Myślę, że bez nich nie byłoby Izy Wanat!

Zawsze przywiązuje Pani tak dużą wagę do szczegółów?

Lubię rytuały. Kocham zrobić sobie ładne śniadanie, spokojnie usiąść, wypić kawę i poczytać gazetę. Potrafię wstać o 4.30, żeby mieć na to czas. Uwielbiam taki rozpęd na początku dnia. Bardzo lubię też szykować i celebrować kolację ze znajomymi.

Ma Pani bardzo ciekawe podejście do życia…

Jestem zawsze pozytywnie do niego nastawiona! Uważam, że pejzaż, który mamy w środku, w duszy, pomaga nam odbierać rzeczywistość. Jeżeli widzimy ją pozytywnie, jesteśmy w stanie znaleźć więcej rozwiązań dla naszych problemów. Jak postrzegamy negatywnie, jesteśmy pozbawieni energii i raczej nie zobaczymy, że pomoc jest blisko.

A co sprawia, że jest Pani szczęśliwa?

Zajmuję się dramaturgią. Zadebiutowałam niedawno jako dramatopisarka. Jeżeli chodzi o pasje, poza sztuka oczywiście, to jest to joga. Daje mi ona dużo energii. Skupienie sprawia, że zapominam kim jestem zewnętrznie. To jest bardzo regenerujące.

Pani monodram zatytułowany jest „Uwodziciel”…

Dokładnie. Jest to spektakl dotykający obecnie często poruszanych tematów w Polsce -spraw tożsamości płciowej, rozdarcia pomiędzy tym, że próbujemy zbudować siebie, jednocześnieoddalając się od drugiego człowieka. Rozpada się konstrukcja naszego życia. Jesteśmy w rozdarciu.

Zawita Pani z „Uwodzicielem” do Torunia?

Bardzo bym chciała. W tych pierwszych miesiącach muszę jednak sprawdzić jak sztuka przyjmie się w teatrze w Warszawie. Reakcja widzów będzie dla mnie najważniejsza. Wtedy pomyślę o małym tournée po teatrach w Polsce.

Stanie więc Pani po drugiej stronie, czyli na miejscu reżysera. A gdyby miała Pani możliwość wybrania osoby, którą chciałaby zagrać, kto by to był?

Marzy mi się rola kobiety, o mocnej osobowości, która miałaby do rozwiązania problemy emocjonalne. Nie chciałabym przedstawić kolejnego dylematu związanego z miłością damsko-męską.Chciałabym, aby to było w kontekście świata, a nie mężczyzny.

U każdego człowieka, w pewnym momencie pojawiają się bariery, które wstrzymują realizację marzeń…

Na szczęście jeszcze tego nie doświadczyłam. Myślę, że dotąd spotkało mnie dużo szczęścia. Żeby być szczęśliwą, potrzebuję dużo aktywności fizycznej i umysłowej. Nie mam więc nic do zarzucenia losowi.Każdy ma szansę na spełnienie własnych marzeń. Wystarczy je mieć! I bardzo chcieć…

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s