Monika Kuszyńska: Cierpienie jest inspirujące

Miała 26 lat, gdy rozpoczynała nowe życie. Choć tragiczny wypadek odarł ją z intymności i marzeń, po wielu latach znów otwiera swoim głosem ludzkie serca. Z podniesioną głową i uśmiechem na ustach mówi „warto żyć i ciszyć się każdym dniem, bo jesteśmy jego kreatorami”. O pokonywaniu własnych demonów i życiu po życiu, z Moniką Kuszyńską, wokalistką i autorką tekstów, rozmawiał Michał Ciechowski

28 maja 2006 rok. To już dziesięć lat.

Dziesięć.

Książka „Drugie życie” jest podsumowaniem i zamknięciem pewnego rozdziału w Pani życiu?

Poprzez swoją historię, chciałam pokazać, że można się podnieść z każdej sytuacji. Wiele osób zostaje samych ze swoimi emocjami, z cierpieniem i brakiem sensu życia. Dziesięć lat temu świat zawalił mi się na głowę. Mogłam zrezygnować, odpuścić, a mogłam odbić się od dna i spróbować cieszyć się tym, że żyje. Dziś czuję, że moja historia nie była bez sensu.

A gdyby…

Nie gdybam. Może trochę na początku. Jestem mocno osadzona w teraźniejszości. Po wypadku robię to świadomie. Obserwuję życie i odżyłam na nowo. Skoro czasu nie można cofnąć, należy go zaakceptować takim, jaki jest. Ktoś taki scenariusz dla mnie napisał. Chociaż jedno „gdyby” samo mi się nasuwa – gdyby nie wypadek, dziś być może nie byłabym taka szczęśliwa.

Pokonała Pani swoje demony?

Moim demonem był wózek. Czułam się gorsza, mało kobieca. Choroba odziera z intymności i kobiecości. Myślałam, że juz nigdy nie wystąpię na scenie, że nikt mnie nie pokocha. Kiedy jesteśmy w cierpieniu nie zwracamy uwagi na wiele rzeczy. To jest luksus ludzi, których już nie boli. Wiele rzeczy ograniczał mój własny umysł.

Podobno symbolem kobiecości są szpilki.

Po wypadku jednym z moich marzeń było włożenie na nogi szpilek. Nie wyobrażałam sobie, że na wózku też można je nosić. Dziś dla mnie one już nie decydują o kobiecości.

Ostatnio dużo obcowałem z Pani twórczością. Muzyczny katharsis.

Wypadek zmienił moje życie i to widać w moich autorskich tekstach. Zetknęłam się ze śmiercią, a to jest doświadczenie nieporównywalne. Nagle uświadamiamy sobie swoją śmiertelność. Każdy zdaje sobie sprawę z tego, że umrze, ale nikt nie myśli, że to może być tu i teraz. Zawsze gdzieś z tyłu głowy mamy myśl, że nas to nie dotyczy. Gdy się o nią otrzemy, zaczynamy żyć inaczej i dostrzegamy rzeczy mniejsze. Moja debiutancka płyta to emocje, śmiech i płacz, a przede wszystkim serce.

Zauważyć też można trochę zwątpienia.

Mam w sobie dużo zwątpienia. Raz mam dużo wiary, później ją tracę i zadaję pytania. Mój rozum zabiera dużo powietrza.

Pracuje już Pani nad kolejną płytą?

Jestem na etapie pisania tekstów. Będę starała się, aby były weselsze. Jestem też na innym etapie życia. Mam nadzieję, że tą książką zamknęłam pewien jego rozdział. Cierpienie jest bardzo inspirujące do tworzenia, spokój zaś jest wyzwaniem. Będę się odwoływała do moich wartości i nadziei, bo wciąż będzie ktoś, kto znajdzie w tych słowach siłę. Ukierunkuję się jednak na radość i dynamikę. Poczekajmy do jesieni.

W Polsce trudno jest o dobry kontrakt płytowy?

Trudno, lecz nie mam pojęcia dlaczego. Miałam wielkie szczęście, że mam swoją publiczność. Mamy takie czasy, że ważny jest pieniądz i to, czy coś się sprzeda. Nie zawsze trzeba mieć dobry kontrakt, aby dobrze funkcjonować. Każdy ma swoją drogę. I jest w stanie znaleźć to, czego poszukuje.

Na jakim etapie Pani drogi się spotkaliśmy?

Skoro nie mam oglądu mojej drogi, trudno mi powiedzieć, jaki to etap. Na pewno jest to czas pogodzenia się z życiem, dużej samoświadomości i potrzeby jej rozwijania. Mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa.

I szczęście przekazuje Pani dalej. Malbork wspólnie gra dla Piotra Jacyno. Chyba nikt nie wyobrażał sobie koncertu bez Pani udziału.

Za każdym razem, gdy wchodzę na scenę, mam poczucie spełnienia i tego, że poprzez dźwięki mogę przekazać pewne wartości. Jest to moim słuchaczom potrzebne. Świadectwo osób, które przeszły coś bardzo trudnego, a mimo to się podniosły, krzepi. Kiedy kilka dni po wypadku leżałam przykuta do łóżka wyznania ludzi, którzy poradzili sobie ze swoimi słabościami bardzo mnie podniosły na duchu. Dziś to my możemy dać nadzieję, szanse na pełne wyzdrowienie i naprawdę cudowne życie, które stoi przed młodym człowiekiem.

12771958_1149513051725788_7303224023749233990_o

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s