Red Lips: Dusze mamy niepokorne, rogate i rock’n’rollowe

Na muzyczną scenę wspinali się przez lata. Przełomem okazał się rok 2013, kiedy całej Polsce opowiedzieli to, co im było i co się zdarzyło. O nowej płycie, zniewoleniu własnym sukcesem i Grzegorzu Ciechowskim, z Rudą i Łukaszem Lazerem z zespołu Red Lips rozmawiał Michał Ciechowski.


Grzeczni jesteście.

Skandale zostają w hotelach (śmiech). Nie ma nas na portalach plotkarskich, bo wydaje mi się, że nie jesteśmy takimi celebrytami. Dusze mamy bardzo niepokorne, rogate i rock’n’rollowe. Nie pchamy się tam, gdzie o nas nie piszą. Nam na tym nie zależy.

Liczycie koncerty?

Ja już straciłam rachubę. Przed dwa lata mieliśmy krótki urlop w Azji, no i przerwy świąteczne. Kiedy nie koncertujemy czas przeznaczamy na pracę w studio.

Wspomniałaś, że Twoja praca to nieustanna sinusoida. Dziś góra czy dół?

Wciąż się wspinam. Czas temu sprzyja. Jesteśmy pełni energii, mimo że obecnie mamy chwilę wyciszenia. To jest specyfika pracy nad płytą. Szczerze? Nie lubię pracować w studio. Zdecydowanie wolę koncerty, kiedy uwalniamy swój ogień. Praca przy płycie wymaga całkowitego skupienia i zaangażowania. Każdy z nas robi to jak najlepiej potrafi. Mamy zgrany team, który w redlipsowe sprawy jest zaangażowany w stu procentach. Mamy nadzieję, że druga płyta zostanie odebrana przez fanów bardzo dobrze.

Skoro wspomniałaś o drugiej płycie, zapytam czego możemy spodziewać?

Pozostajemy wierni samym sobie i naszemu wizerunkowy. Ma grać, rzęzić i chrypieć. Płyta będzie dojrzalsza, niż debiutancka. Linia muzyczna mojego życia do czasu powstania projektu ‚Red Lips’ była etapem raczkowania, dzieciństwa. Później nastąpił młodzieńczy bunt, który pozwolił mi wywrzeszczeć wszystko to, co bolało. W najnowszej płycie wydaje mi się, że jestem dojrzalsza.

Na płycie pojawi się Jan Borysewicz?

Pojawi się, a skąd wiesz?

Obserwuję.

Historia jest bardzo krótka. Jan Bo, ponieważ taki obrał pseudonim, zaprosił nad do współpracy nad swoją płytą. Złapaliśmy bardzo fajną nić porozumienia. Wyciągnął kiedyś ze swojej szuflady kartki i mówi „napisałem kiedyś kilka tekstów. Chciałbym je wam dać. Jeżeli uznacie, że któryś z tych numerów nada się wam na płytę, będzie mi bardzo miło.” Janek będzie naszym gościem specjalnym. Szykuje się naprawdę dobry event.

Wzięliście na warsztat także utwory Ciechowskiego. Zadanie nie proste.

Uf. Trudna sprawa. Zawsze kiedy dotyka się klasyków, rozpętuje się wielka burza. Jedni mówią „Grzesiek się w grobie przewraca”, inni „fajnie zrobiliście”. Cel jest tu jednak nadrzędny. My jako muzycy, którzy mają wśród młodych osób dużą liczbę fanów, możemy przybliżyć im postać Grzegorza Ciechowskiego i ‚Republiki’. Mam nadzieję, że ktoś z młodych sięgnie głębiej w tę twórczość i kiedyś przekaże „czarno-białe” utwory dalej. Robimy to tak, jak czujemy.

Dlaczego akurat „Telefony”?

Mieliśmy pomysł na tę piosenkę. Podeszliśmy do tego drapieżnie. Trochę tak, jak byśmy grali w garażu. Lazer, czy Ty wiesz, dlaczego akurat „Telefony”?

Jest to utwór, który tekstowo najbardziej odpowiada naszej sytuacji muzycznej. Dobrze wspominamy moment, kiedy wybuchło to, co nam było, co wydarzyło się z nami. Wywróciło nam się życie do góry nogami. Telefon u nas jest metaforą komunikacji, zarówno w tekstach, jak i ze sceny. Bo kontakt z odbiorcami jest najważniejszy.

Które z Waszych wykonów grają w Was bardziej – akustyczne czy te z pazurem?

Akustyczne też są z pazurem. Podajemy ludziom coś innego, coś, co trafia do serc i wkładamy w to sto procent siebie. Czasami padają pytania, dlaczego znów śpiewamy „To co nam było”? A trudno uwolnić się od takiego hitu. Poniekąd stanęliśmy się niewolnikami własnego sukcesu.

Nie macie już dosyć opowiadania o „to co nam było”?

Wręcz przeciwnie, nam jest ciągle mało. Bardziej byśmy chcieli odpowiedzieć na pytanie „to co nam będzie”. Ale nie wiemy.

Dwa lata temu napisałaś „Zanim odejdziesz”. Doczytałem, że jest to bardzo prywatna opowieść.

Życie wiedzie nas różnymi drogami. W 2005 roku miałam wypadek samochody, w którym zginęła bliska mi osoba. Wydarzeń tych nie da się wymazać z głowy, jak gumką. To są chwile, które dają spory bagaż doświadczeń. Jakiś czas temu chciałam przełożyć te emocje na muzykę. Wywrzeszczeć to, co we mnie wtedy siedziało udało się dopiero po kilku latach.

Zrobiłem mały research w Twoim rodzinnym Rypinie. Usłyszałem „Kocham ją za spontaniczność. Jest taką przylepą”.

Jestem bardzo optymistycznie nastawiona do świata. Jeżeli do czegoś się mocno dąży, to nastawienie powoduje, że jest łatwiej. Cieszę się z tego, co spotyka mnie każdego dnia. Znajdowałam się na wielu różnych życiowych zakrętach i dziś wiem, że życie trzeba brać garściami.

Twój nauczyciel muzyki na koniec rozmowy powiedział, że jesteś piękną kobieta, ale ten rudy mu się nie podoba. Stałaś się niewolnikiem koloru.

Życie jakby spowodowało, że stałam się osobą pewną siebie, otwartą na ludzi i nowe doświadczenia. Uważam, że ten kolor całkowicie podkreśla mój temperament.

Padło w Waszą stronę już wiele pytań. Jest takie, na które czekacie?

O widzisz! Prędzej odpowiedziałabym ci na pytania, które padają na okrągło, a są naprawdę bez sensu: jaki masz naturalny kolor włosów, skąd wzięła się nazwa zespołu Red Lips, no i o plany. Chciałabym, aby ludzie, którzy chcą się czegoś o nas dowiedzieć, skupili się na tym co i jak gramy, nie zaś na wyglądzie. Nie chcemy być jak otwarta książka. Z niecierpliwością czekamy na dziennikarza roku, który nas naprawdę zaskoczy.

 

Fot. Łukasz Piecyk (http://www.lukaszpiecyk.pl)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s