Katarzyna Figura: na świat spoglądam sercem

O filmie „Panie Dulskie” w reż. Filipa Bajona, życiu na Wybrzeżu oraz udziale w najnowszej produkcji Bajona, realizowanej pod Malborkiem, z Katarzyną Figurą, rozmawiał Michał Ciechowski

Filip Bajon wziął na warsztat dramat Gabrieli Zapolskiej. Rolę Dulskiej-Matki pisał specjalnie dla Pani.

Filip bardzo mnie tym zaskoczył. Dostałam od niego telefon w momencie, kiedy uczestniczyłam w uroczystościach położenia kamienia węgielnego pod budowane Centrum Filmowe w Gdyni. Usłyszałam tytuł i od razu pomyślałam, że będzie to coś ważnego.

Kamień węgielny stał się metaforą początku wielkiego filmowego projektu?

Tak można by to zinterpretować. Z Filipem poznaliśmy się krótko po skończeniu moich studiów w szkole filmowej. Do czasu „Pań Dulskich” spotkaliśmy się 2-3 razy. To, że zadzwonił do mnie po tylu latach, proponując mi rolę, faktycznie można nazwać początkiem czegoś wielkiego.

Dostała Pani scenariusz do ręki i… ?

Skumulowało się we mnie wiele pozytywnych emocji. Gdy usłyszałam, kogo reżyser obsadził w pozostałych rolach, wiedziałam, że film będzie ważnym przedsięwzięciem. Choć scenariusz czytało się niełatwo, ponieważ historia opowiadana jest niechronologicznie, didaskalia wyznaczały mapę czasową. To, czego nie zauważyłam na tym etapie filmu, a okazało się jego zwycięstwem, to wejście w świat podświadomości – korytarza, na którego końcu są drzwi. A z nich wycieka krew. Jest to metafora korytarza naszego życia.

Udało się Pani stworzyć rolę niejednoznaczną.

Praca bardzo mnie rozwinęła i otworzyła. Jednocześnie, wraz z całą ekipą, wprowadziliśmy do kina coś nowego, nieoczywistego. Ja, jako odbiorca, stwierdziłam, że film nie jest na jeden raz. Trzeba w nim znaleźć głębie. Przygotowując się do roli weszłam w rejony psychologiczne, czerpiąc z idei pomysłu Bajona.

Pani postać osadzona została pomiędzy Dulską-Babką, a Dulską-Córką. Jakie ma dylematy?

Postać tworzyłam w cieniu Dulskiej 1, czyli Krystyny Jandy. Jednocześnie w filmie moja postać jest córką, matką, na końcu zaś babką. Jestem więc przez całą opowieść i gromadzę w sobie wszystkie kłamstwa i tajemnice. Tak naprawdę Dulska-Matka jest głęboko smutną i sfrustrowaną osobą. Nie ma chyba odwagi postawić sobie dylematów.

W filmie pojawia się scena morderstwa, z którą związana jest bardzo groteskowa sytuacja rodem z komedii Zapolskiej.

Jedna ze scen jest pokazuje moją reakcję na odgłos nocnego wystrzału. Rano, po zabójstwie, do kamienicy wchodzą funkcjonariusze UB. Ja, jako Dulska zarządzam chowanie wszystkich przedmiotów, które mogłyby zaszkodzić naszej rodzinie – radio, obrazy itp.  Wchodzi oficer, staje przede mną i pyta: słyszeliście wystrzał? Opowiadam „nie”. Nagle wyjmuje pistolet i strzela w sufit. A teraz słyszeliście? Ja znów odpowiadam „nie”. „I bardzo dobrze”. Psychologicznie scena ta jest fantastyczna.

Trzy etapy życia pani Dulskiej, to zupełnie odmienne dla Pani role. Która postać była bliższa Pani, jako aktorce?

Każda jest indywidualna, zagrana inaczej. Ale najbliższa mi była najstarsza Dulska. Lubię metamorfozy, w których trzeba pracować z ciałem. Dobrze czuję się w komediach, ale postaci głęboko tragiczne są mi bliższe. W tej starej Dulskiej, z końca ubiegłego wieku, jest apogeum dramatu postaci.

Współpraca z Bajonem układała się tak dobrze, że zaprosił panią do kolejnego projektu…

Nie wiem o nim zbyt dużo. Filip realizuje zdjęcia do najnowszego filmu pod Malborkiem. Jest to duży projekt, z uwzględnieniem pór roku. Moja postać wejdzie na plan filmowy dopiero więc na wiosnę. Bajon mnie zaskoczył ponownie, ponieważ na wstępie nie było mowy o postaci, którą wykreuje. Ona zrodziła się chyba dopiero po filmie „Panie Dulskie”. Podczas wrześniowego Festiwalu Filmowego w Gdyni Filip wyjawił mi, że w filmie tym będę śpiewać.

Warszawska gwiazda filmowa rzuca wszystko i przeprowadza się nad morze. Tak wygląda odwaga?

To się nazywa szczęście. Jestem tak naprawdę szczęśliwa. Zostałam zaproszona do współpracy z Gdyńską Szkołą Filmową, dostałam angaż w Teatrze Wybrzeże. Gram też w Teatrze Szekspirowskim. Otrzymuję role, na które ktoś czeka całe życie. Jest na to inne określenie niż „spełnianie marzeń”?

Dla studentów reżyserii jest pani „panią profesor Katarzyną Figurą”?

Dokładnie (śmiech)… Pracując w Gdyńskiej Szkole Filmowej poznaję bardzo wiele młodych osób, z którymi wzajemnie się inspirujemy. Mają oni swój świat, swoje filmy i swoje autorytety. Brak im jednak wyobrażenia na temat współpracy reżyser-aktor. To, co znajduje się poza scenariuszem jest sprawą kluczową. Jestem aktorką, kimś, kogo można dotknąć. A przy nauce w szkole filmowej najważniejsze są praktyki. Praca reżysera z profesjonalnym aktorem jest tu na wagę złota.

Czuje się Pani spełniona?

W Gdyni odnalazłam siebie. Bywam jednak często w Warszawie, kontynuując pracę, którą podjęłam przed przeprowadzką na Wybrzeże. Ta wielka zmiana w moim życiu sprawiła, że otworzyłam oczy. Na świat zaś spoglądam sercem.

345S630

(fot. Tofifest)

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s