Ewa Ewart: Nie byłam gotowa na spowiedź

„Bardzo wiele osób patrzy na mnie i myśli glamour. A za tym glamour jest często zgniła sałata w lodówce i zimne mieszkanie”. Z Ewą Ewart – autorką książki „Widziałam”, kobietą, która „w milczeniu” opowiedziała Polakom o katastrofie smoleńskiej – rozmawiał Michał Ciechowski


Chciałbym zapytać o zdjęcie z okładki.

O moje zamknięte oczy? Czysta prowokacja. Gdybym miała je otwarte, byłoby to zbyt przewidywalne. To jest chyba gest pokory w stosunku do mojego zawodu i zaduma do tego, co widziałam. Chyba popełniłam ogromne rozliczenie z samą sobą. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że do końca nie byłam gotowa na taką spowiedź. Książka ma dla mnie ogromne znaczenie. Stawiając ostatnią kropkę bardzo się wzruszyłam.

Białe tło, Pani ubrana na biało – to jakieś nawiązanie do reportaży, w które również się Pani wtapia?

Udana, choć niezamierzona metafora. Dość wcześnie na etapie swojej drogi, jako dokumentalistki, zdecydowałam, że mnie w moich reportażach nie będzie. Rolę dokumentalistki postrzegam jako głęboko służebną w stosunku do tematu i odbiorcy. Widz ma przede wszystkim temat zrozumieć i móc identyfikować się z bohaterami. Szkoda mi choć pół kadru na to, abym się w nim pojawiła. Jako dokumentalistka nie mogę pozwolić sobie na forsowanie moich sympatii czy antypatii podejścia do tematu. Nie znaczy to jednak, że tych ocen prywatnych nie mam. Bardzo trudno czasami zachować dystans. Tu pomogła mi twarda szkoła BBC.

Nieodłączna w codziennej pracy. W kilku rozdziałach książki używa Pani słowa „cut”. Czy „Widziałam” to także takie prywatne „cięcie”?

Napisałam tę książkę, kiedy doszło do bardzo istotnych zmian w moim życiu. Odeszłam z BBC do TVN24. Przejście odbyło się w sposób bezszelestny i bardzo dobrze się z tym czuję. Decyzję o rozstaniu z największą telewizją świata dojrzewała we mnie trzy lata. Była zlepkiem różnych czynników – zawodowych i prywatnych. Okazała się jednak drugą najlepszą decyzją w moim życiu. Pierwszą była próba podjęcia się pracy w BBC, jako researcherka na głodowej pensji, w jednym z najdroższych miast na świata. To właśnie tam stanęłam na pierwszym szczeblu mojej drabiny.

Powoli się wspinając docierała Pani do najbardziej niedostępnych aspektów ówczesnego świata. Chociażby ETA.

Robiąc film o organizacji ETA zamarzyłam sobie, aby bohaterami byli jej główni przywódcy. Chciałam, żeby mój film był pierwszym, w którym oni opowiedzą o sobie.

Co czuje kobieta, która otrzymuje list z pogróżkami od ETA?

Poczułam się trochę niemrawo. Przede wszystkim byłam zbulwersowana, że film został tak odebrany. Nie było tam cienia manipulacji. Mając na uwadze delikatność i powagę tematu, przeszło to wielokrotnie przez „sito” redaktora naczelnego i nie tylko. Po czasie dowiedziałam się, że nastąpiła zmiana w kierownictwie ETA i ci, którzy nastąpili, byli bardzo niezadowoleni z faktu, że doszło do wywiadu. Przejmując inicjatywę chcieli wyciągnąć wobec mnie jakieś konsekwencje. Na szczęście do tego nie doszło. Szybko zniknęłam z Londynu, obierając kierunek Gdańsk. Wtedy zrobiłam film na rocznicę Solidarności.

Pani dorobek to także dokumenty związane z wojną kokainową czy terroryzmem. Przedstawicielka największej telewizji świata…

… byłaby najlepszą zakładniczką. To nie tak, że nie czułam strachu. Z perspektywy czasu widzę, że byłam naprawdę szalona. Miałam jednak to szczęście, że realizowałam wszystkie materiały, kiedy dziennikarze cieszyli się jakimś immunitetem. Wtedy był szacunek dla napisu PRESS. Dziś to prowokuje. Ta niewidzialna granica została przekroczona wraz z zamordowaniem dziennikarza Davida Pearla, kiedy terroryści ścięli mu głowę.

Minęło pięć lat od katastrofy Smoleńskiej. Kiedy cała Polska krzyczała, Pani dała nam „W milczeniu”.

Bardzo ładnie pan to ujął. Kiedy otrzymałam propozycję stworzenia takiego dokumentu, zaczęłam bardzo uważnie przyglądać się sytuacji w Polsce. Szybko zorientowałam się, że sprawa smoleńska stała się w moim kraju sporem politycznym. Wlało to we mnie dozę obrzydzenia. Jeżeli nie jesteśmy w stanie uszanować tragedii i spowodować, aby to nas scaliło, a nie podzieliło, to świadczy o nas najgorzej. I nie zawaham się takich słów użyć. Dlatego na bardzo wczesnym etapie postanowiłam, że film ten zrobię w sposób najbardziej godny – poprzez opowieści członków rodzin ofiar. Tytuł był gestem wykonanym w ich kierunku. Bo to im się należało.

Na Camerimage 2015 wyświetlony zostanie Pani film „Zdobyć miasto” o Powstaniu Warszawskim. Filmy o Polsce i jej historii kręci się trudniej?

Tworzy się inaczej. Na szczęście trzydziestoletnia przerwa, kiedy mnie tutaj nie było, pozwoliła mi inaczej spojrzeć na Polskę. Jest mi łatwiej zrobić taki dokument, niż osobie, która tu była, jest i będzie. Bo mam ten bezcenny dystans.

Utrzymuje Pani kontakt ze swoimi bohaterami?

Po „W milczeniu” wytworzyła się jakaś niewidzialna nić porozumienia z Ewą Komorowską. Wracam wspomnieniami do bohaterów filmu o Korei, często odwołuję się też w myślach do dzieci w Biesłanie. Ostatni raz widziałam je w 2010 roku.

Skoro wspominamy wydarzenia w Biesłanie, mówią o Pani „zeszła do piekła i wróciła”. Można wrócić z Biesłanu do domu, zapomnieć i kompletnie się odciąć?

Zapomnieć nie można nigdy, bo po prostu się nie da. Po powrocie następuje etap wielkiego znużenia. Opada adrenalina, która towarzyszy mi na planie i umożliwia realizację tematu. To także czas na nabranie sił i energii na etap drugi – montaż. Zebrane materiały ogląda się na okrągło. Po zdaniu filmu do transmisji, kiedy wszystko było zmontowane, odczuwałam napady lekkiej depresji. Kojarzy mi się to z depresją poporodową i momentem, kiedy następuje cięcie pępowiny. Bo montaż to porodówka.

Jak pisze Pani w swojej książce, w domu, w lodówce, czeka tylko zgniła sałata.

Bardzo wiele osób patrzy na mnie i myśli glamour, a za tym glamour jest często zgniła sałata w lodówce i zimne mieszkanie.

Camerimage
Camerimage
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s