Wojciech Mecwaldowski: Jestem taki „Krzyżowiec, Chrystusowiec”

W ciągu piętnastu lat pracy aktorskiej zgodził się udzielić kilkunastu wywiadów prasowych. Aktor o stu twarzach. Wojciech Mecwaldowski, gość Camerimage 2015, w rozmowie z Michałem Ciechowskim, opowiedział o roli w „11 minutach” – polskim kandydacie do Oscara – i w ostrych słowach skomentował polską krytykę.


Nie lubi Pan pozować do zdjęć?

Nie przepadam, zresztą fotoreporterzy nie są reżyserami. Często chcą mnie pokazywać takim, jakim nie jestem, ale lubię przemyślane sesje z fotografami, którzy mają pomysł i szacunek do swojego zawodu.

Bardzo ciężko Pana rozszyfrować. Uśmiech miesza się z powagą.

Każdy jakiś jest. Czasami taki, czasami inny, trzeba jednak mieć swoje zdanie, niepodyktowane przez nikogo. Jestem różnie odbierany, ale wolę być jakiś niż nijaki.

Blask flesza onieśmiela?

Nie czuję się dobrze w ich blasku. Mimo piętnastu lat pracy nie jestem w stanie się odnaleźć w tej części mojego zawodu. Wywiady, zdjęcia, promocje filmów są OK, ale przez stres z tym związany nie pamiętam chociażby połowy festiwalu w Wenecji.

Prezentowane na nim „11 minut” przyjęto tam owacjami na stojąco. W piątek projekcja na Camerimage. Co Pan czuł, czytając scenariusz?

Mając w dłoni scenariusz do filmu, czułem, że będę brał udział w czymś wyjątkowym. Ten film mówi o najważniejszych rzeczach, które dotyczą każdego z nas, między innymi o wyobraźni, czasie, miłości, śmierci. Byłem szczęśliwy i przerażony zarazem, że to właśnie mi przypadła główna rola, która spaja całą historię i mówi o tym, o czym my często zapominamy i przechodzimy obojętnie. To wielki zaszczyt.

W polskim kandydacie do Oscara niewiele Pan mówi.

Rzeczywiście, na planie też pierwszy raz miałem możliwość tak bliskiej pracy z kamerą. Gra ciałem jest o wiele trudniejsza niż mówienie.

W filmie zobaczymy mnóstwo symboli. W ułamku sekundy dostrzec możemy mężczyznę niosącego krzyż. Jest to jakiś wyjątkowy symbol dla filmu?

Byłem jedną z pierwszych osób, która go zauważyła. Jestem też trochę taki krzyżowiec, chrystusowiec. Każdy z nas niesie swój krzyż, w jakiś sposób się krzyżuje lub zostaje ukrzyżowany. Nie możemy go jednak utożsamiać z konkretną rzeczą, bo są ludzie, którzy krzyż odbierają jako X. Coś niewiadomego, co także w sobie nosimy i z czym żyjemy.

„11 minut” to także film o upływającym czasie, o który my nie dbamy. Zmieniła coś w Panu ta rola?

Każdy film coś po sobie zostawia w człowieku, ten też. Może dobitniej poczułem czas i to, jaki mamy na niego wpływ i przede wszystkim, żeby go tak nie rozkładać na części.

Na świecie film oklaskiwano, w Polsce przyjęty dwojako.

Gdzieś przeczytałem, że „film Skolimowskiego jest pusty jak bańka mydlana”. Doszedłem do wniosku, że niektórzy recenzenci piszą o sobie. Skoro życie i śmierć, czas i wyobraźnia są dla nich puste jak bańka mydlana, to ich życie jest puste jak ta bańka. W Polsce zazwyczaj odbiór z reguły będzie zawsze gorszy niż na świecie. Polak Polakowi zawsze musi dopierdolić.

Kipimy zazdrością?

Często jest tak, że jak film odnosi sukces za granicą, to w Polsce jest inaczej, weźmy na przykład sytuację z „Idą” i to, co się działo po Oskarach w kraju. Przecież to chore. To już nie jest nawet kwestia gustu, tylko choroba – zawiści, zazdrości i wiecznego niezadowolenia. Na szczęście film zostanie już na zawsze, a ich gdakania za parę lat już nikt nie będzie pamiętał.

Dużo pracy wkłada Pan w kreowanie tych wszystkich postaci. Co się dzieje z aktorem, kiedy rozstaje się z rolą?

Z roli Tomka z „Dziewczyny z szafy” wychodziłem trzy lata. Opuściłem ją, ale świat mojego bohatera nie chciał opuścić mnie. W szkole uczono nas o pozostawianiu postaci. Ale jest jeszcze to, co postać otacza. I nagle poczułem, że zostawiając bohatera, zostaje wokół mnie coś, co nie jest moje. Przez trzy lata funkcjonowałem jako mówiący autysta.

Podobno wszystko jest po coś.

Z perspektywy czasu bardzo się z tego cieszę. Ludzie nie doceniają, że złe rzeczy też nas w pewien sposób kształtują. Stałem się silniejszy i gotowy na nowe wyzwania.

Jednym z nich jest reżyseria. Na jakim etapie jest pana film „Polak”?

O filmie „Polak” będę rozmawiał, jak go skończę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s