Olga Bończyk: w ciszy słychać serce

„Świat pędzi naprzód. To co zaniedbaliśmy przez poprzednie lata zostaje w tyle. Tym, którzy wcześniej nie zadbali o to, by zdążyć na pociąg, teraz strasznie trudno za nim biec. W nim siedzą już zupełnie inni ludzie. Albo musimy go dogonić, albo świadomie z niego wysiąść. I nie płakać, że to wszystko odjechało” – mówi Olga Bończyk, aktorka i wokalistka, w rozmowie z Michałem Ciechowskim.

Przegląda Pani księgę gości na swojej oficjalnej stronie internetowej?

Nie zawsze mam czas, ale gdy już to robię, czytanie sprawia mi ogromną radość. Większość wpisów jest naprawdę bardzo miła. Mam wtedy poczucie, że moja praca ma sens.

„Wzrusza, koi, daje uśmiech” – wyzwala Pani w ludziach niesamowite emocje.

Moje koncerty nie są łatwe a jednak bardzo często ludzie wychodzą z moich koncertów uskrzydleni i wzruszeni. Tworzę z nimi nić porozumienia, swego rodzaju dialog, który nie jest prostą sztuką. Jednak po wielu latach pracy na scenie, znalazłam swój własny język i dziś mam przekonanie, że moja publiczność szybko oswaja się ze mną. Każda publiczność jest inna. Bardzo często widzowie nie wiedzą, co ode mnie dostaną, jaki będzie koncert. Mój repertuar jest powrotem do dawnych lat. Stylistycznie bazuję na jazzie i swingu. Nie każdy przecież musi to lubić. To mój świadomy wybór moja artystyczna droga.

Jest Pani już na szczycie artystycznej kariery?

Mój zawód to szczęście od losu. Robię to, co kocham najbardziej. Śpiewam, jestem aktorką. To są moje spełnione marzenia z dzieciństwa. Ale czy jestem na szczycie? Czy tak naprawdę każdy wie, gdzie ma ten indywidualny szczyt?

Dubbing, śpiew, teatr – jest tego tyle, że przeglądając wszystko pomyślałem „wow!”…

Ja też mówię „wow!”. Jestem ze swojego dorobku bardzo zadowolona . Kiedyś usłyszałam od kogoś złośliwego: „ale co pani tak naprawdę zrobiła?”. Pomyślałam wtedy, wszystko jest kwestią perspektywy. Moim największym marzeniem z dzieciństwa było zostanie artystką. I je spełniłam – jestem szczęśliwa. Dla mnie to najważniejsze.

Można powiedzieć, że artysta powinien być zbudowany z miłości?

Chyba bez miłości do tej pracy nie byłabym tym, kim jestem. Trudy uprawiania tego zawodu są tak powalające i tak przygniatające, że gdyby nie pasja i miłość, prawdopodobnie dziś robiłabym coś innego. To jest naprawdę bardzo ciężka praca.

Scena to pani miejsce na ziemi?

Zdecydowanie. Kiedyś zapytano mnie „kiedy czuję się najbardziej bezpieczna?”. Najbezpieczniej czuję się na scenie. Tam nikt nie może zrobić mi krzywdy. Wydarza się na niej coś tak bardzo mistycznego, pozytywnego, że wiem, że nikt mi tego nie zburzy.

Wspomniała Pani, że bezpiecznie czuje się także w ciszy. Mówią, że milczenie jest złotem…

Doceniam ciszę jak mało kto. Tego nauczyli mnie rodzice, którzy byli głuchoniemi. Cisza w moim życiu , jest największym luksusem. Dźwięki, hałas, agresja i kłótnie są siłą, która pokazuje, że człowiek ma władzę. Ja tego nie potrzebuję. Mieszkam w ciszy, w której wyrastałam. Wtedy słyszę swoje myśli, swoją duszę i to, na co nie mam czasu w ciągu dnia. Dzięki ciszy możemy wejść w siebie, wsłuchać się w serce. Takich chwil mamy w życiu niewiele. Nie dajemy sobie na to czasu.

Będąc w temacie czasu, co dziś słychać u Olgi Bończyk?

Ostatnio obejrzałam oskarowego „Birdmana”. I właśnie przez ten film mam dziś w sobie wiele smutku i przygnębiającej refleksji. Film odczułam całą sobą, bo bezpośrednio dotyka mojego artystycznego świata. Świata, który degeneruje ludzi na płaszczyźnie artystycznej, duchowej, psychicznej, mentalnej i ludzkiej. Jak strasznie jesteśmy uzależnieni od naszych niespełnionych mrzonek o byciu kimś ważnym, kimś docenionym, kimś z pierwszych stron gazet. Ile jesteśmy w stanie zrobić dla tych kilku słów napisanych o nas, na pierwszych stronach gazet..

To jednak nie przeszkadza Pani w niesieniu pomocy…

Jestem ambasadorką projektu „Dźwięki marzeń”, który pomaga niesłyszącym dzieciom. Chcę, żeby osoby, których dotknął ten problem, wiedziały o programie. Mam w tym rolę misyjną.

Zapamiętała Pani kogoś szczególnie?

Amelkę – dziewczynkę, która jest bohaterką filmu dokumentalnego stworzonego przez Fundację Orange. Amelka od urodzenia nie słyszała. Została objęta programem i wkrótce rozpoczął się proces przywracania jej słuchu. Wszczepiony implant i praca z rehabilitantkami szybko dały rewelacyjne efekty. Po roku Amelka już reaguje na głos swojej mamy, łzy szczęścia i świadomość że udało się przywrócić słuch kolejnemu dziecku.. Sukcesy fundacji są olbrzymie, a takich chwil szczęścia, jest bardzo wiele. To jest tak, jakby dać komuś drugie życie. Z wielką dumą podpisuję się pod tym programem.

Rozdaje Pani dużo uśmiechu…

Chciałabym, żeby tak właśnie było to odbierane Na co dzień jestem dość optymistyczną osobą.

Jest w pani życiu miejsce na duży szklany ekran?

Bardzo bym chciała, lecz mam poczucie, że trochę odkleiłam się od świata filmu. Muszę przypomnieć się producentom. Świat pędzi naprzód. To co zaniedbaliśmy przez poprzednie lata zostaje w tyle. Tym, którzy wcześniej nie zadbali o to, by zdążyć na pociąg, teraz strasznie trudno za nim biec. W nim siedzą już zupełnie inni ludzie. Albo musimy go dogonić, albo świadomie z niego wysiąść. I nie płakać, że to wszystko odjechało.

Cały czas ten smutek w Pani się jednak przewija…

Dziś szybciej zauważa się osobę, która zrobi coś skandalizującego, niż tę, która realizuje coś wartościowego, pięknego. Mam idealistyczną duszę i marzę o tym, aby świat był piękny. Lecz, kiedy rozglądam się dookoła, stwierdzam, że „Birdman” nie przekłamał niczego. To my – artyści – w swoim iluzorycznym przekonaniu tworzymy świat idealny. Ale jego przecież nie ma. To jest tylko fikcja. Mamy Facebook, portale plotkarskie, tam można napisać dosłownie wszystko. Artystę, który oddaje całego siebie w swojej pracy, można w jednej sekundzie obrzucić błotem. Jednego dnia stajesz się gwiazdą , innego, spadasz z hukiem i nikt po kilku dniach nie pamięta jak się nazywasz. Smutne….

Zaszkodził ktoś Pani?

Kilka razy. Sama też byłam świadkiem, kiedy ludzie bardzo wpływowi, czy w telewizji czy w produkcjach, mogli jednym skinieniem palca zniszczyć komuś całą karierę. To są rzeczy, które później bardzo trudno odbudować.

Dlatego postawiła Pani zrealizować marzenia sama?

Wszystko, co dziś osiągnęłam, mam dzięki własnej pracy i dokonywanym, często trudnym wyborom. Raz złym, raz dobrym – ale własnym wyborom. I z tego co zrobiłam do tej pory jestem bardzo dumna.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s