Jerzy Schejbal: Najważniejsze są emocje

O sobie mówi „tremiarz”. W środowisku artystycznym odbierany jest jako aktor nieprosty. W scenerii Dworu Artusa Jerzy Schejbal, aktor Teatru Polskiego w Warszawie, opowiedział nam o dobrym teatrze i współczesnej reżyserii. W rozmowie z Michałem Ciechowskim wspomniał o sobie, jako rzemieślniku, pracującym na tkance emocjonalnej człowieka.

Mówi się, że aktor ma taką wartość, jak to co ostatnio zrobił.

My, aktorzy, jesteśmy sumą wszystkich rzeczy, jakie do tej pory zrobiliśmy. Każde doświadczenie zawodowe jest sumą tych poprzednich. W ostatniej roli gromadzą się elementy, nad którymi pracowaliśmy wcześniej. Artysta jest sumą, nie zaś efektem końcowym.

Czym dla Pana jest teatr?

Teatr? Banalniejszej odpowiedzi, jak „wszystkim” nie znam. Ale taki zawód wybrałem i wciąż go wykonuję. Teatr jest dla mnie wszystkim, ponieważ nie umiem niczego innego. Temu się poświęciłem i z tego żyję. Jest to miejsce, bez którego nie wyobrażam sobie mojego istnienia.

Powiedział Pan „Marzę o dobrym teatrze. Dla takiej roli zrezygnowałbym z wielu rzeczy”.

Szukając „swojego” teatru przemierzyłem Polskę wzdłuż i wszerz. Osiadłem w stolicy. W zawodzie jestem 45 lat. Zmienił się ustrój, teatr również. Przeszliśmy od jednego systemu do drugiego. Teraz jestem aktorem Teatru Polskiego w Warszawie. Pracuję w miejscu, które daje mi pewnego rodzaju satysfakcję. Aktorowi w moim wieku, z moim doświadczeniem, gdzie okres burzy i naporu już minął, taki repertuar pozwala się spełniać. Zarówno zawodowo, jak i emocjonalnie.

Teatr jest dziś miejscem dla wybranych?

Utarło się powiedzenie, że w filmie zagrać może każdy. Nie może każdy ZAGRAĆ. Można być oglądanym w danej produkcji, ale nie wszystko to, co aktorzy robią na ekranie jest grą aktorską. Artystę kreuje kamera. Teatr zaś wymaga rzemiosła. Tu dubli nie ma.

Nie jest pan prostym, ani łatwym aktorem.

Cieszę się, że nie jestem aktorem łatwym. Dla siebie także. Wykonując swój zawód wadzę i męczę się również sam ze sobą. Na scenie jestem nieznośny, ale walczę tym o swoje. To się zdarza wielu aktorom. Każda twórczość jest sumą rzeczy niepokornych. Nie mówię o gwałceniu pewnych norm i obyczajów, ale o tym, co człowieka gnębi i co on wewnątrz czuje. Pracujemy na najbardziej delikatnym materiale, czyli na tkance emocjonalnej człowieka.

Nie ma Pan wrażenia, że mamy dziś trudności w odbiorze intelektualnie trudniejszych treści?

Każda sztuka, jeżeli jest rzeczywiście sztuką przez duże „S”, wymaga od odbiorcy pewnego wysiłku. Ktoś kiedyś powiedział bardzo mądrą rzecz: widz musi być również utalentowany. Wtedy odbiór zaczyna być spójny. Jeżeli ten jest nieprzygotowany, przychodzi do teatru na zasadzie „no proszę bawcie mnie”, to teatr nie spełnia tu swojej roli. Do filharmonii słuchacze przychodzą z partyturą. Kiedyś w teatrze również widzowie czytali sztukę, zanim zobaczyli aktora na scenie.

Które emocje na tej scenie oddać jest najtrudniej?

Należę do grupy aktorów, którzy są „tremiarzami”. To, co jest przez nas stworzone, powstało na prywatnych emocjach. Trema czasami mobilizuje, czasami zaś niweczy całą przygotowaną wcześniej strukturę. Najważniejsze na scenie są jednak emocje – tutaj nie ma rozgraniczenia. Rola niesie ze sobą taki ich ładunek, że trudno je szufladkować i rozgraniczać. Kreacja postaci jest zbudowana na analizie psychologicznej bohatera. Ma on swoją wrażliwość i nerwowość. Ma swoje emocje, które my musimy rozpoznać i znaleźć u siebie. Wszystko to później weryfikuje widz, poprzez śmiech lub płacz.

Jest Pan także reżyserem. Podjął się Pan próby lepszego kreowania scenicznego świata?

Reżyserią zajmowałem się kilka lat temu. W tej dziedzinie przede wszystkim interesuje mnie aktor – jak on funkcjonuje, jak oddziałuje na drugiego artystę. Staram się ujrzeć w nim prawdę. Jest to bardzo pasjonujące, ponieważ, aby wprowadzić kogoś w rolę, sam muszę ją zagrać. Wtedy mogę powiedzieć, że się da. A jeżeli nie da się jej zagrać, to się do tego przyznam.

Trudniej jest być aktorem czy reżyserem?

Reżyser ma swoją działkę i świetnie się może w niej spełniać. Podobnie aktor. Najgorzej jest być reżyserem i aktorem w jednym. We mnie te dusze artystyczne się kłócą. Na scenie widoczna jest ta, która w danym momencie przeważy. To są właśnie emocje. Uczucia aktora, który także jest zwykłym człowiekiem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s