Bryan Adams: O wojnie opowiedziałem fotografią

Świat w obiektywie zatrzymuje od końca lat osiemdziesiątych. Choć szerszej publiczności znany jest jako twórca przeboju „Please for give me”, w Polsce zaprezentował się jako fotograf. Bryan Adams, tegoroczny gość Camerimage 2015, w Toruniu otworzył pierwszą w tej części Europy wystawę fotografii.

Można sfotografować dźwięk?

Technologia pozwala nam dźwięk zobaczyć, jednak nigdy nie pomyślałem o tym, aby spróbować go sfotografować. Bardzo ciekawe pytanie. Kto wie, być może kiedy spróbuję, to uda mi się tego dokonać?

Podobno praktyka czyni mistrza.

Fotografuję prawie od trzydziestu lat. Profesjonalnie zacząłem interesować się tym w 1987 roku, w dzieciństwie zaś robiłem zdjęcia aparatem rodziców.

Pana zdjęcia to dużo emocji. Nie każdy chce pokazać to, co do tej pory zakrywał. Zwłaszcza żołnierze.

Na początku było trudno. Później jednak zrozumiałem, że o wojnie można opowiedzieć nie tylko słowami. Zamiast tego na zdjęciach można oddać te emocje, których nie opiszą żadne słowa. Kiedy żołnierze wracają do kraju, widujemy ich z medalami, ale nie widzimy ich takich, jak prezentują te zdjęcia. Zależało mi na pokazaniu prawdy.

Ma Pan jakiś sposób, aby swoich bohaterów przekonać do sesji?

Filiżanka herbaty. I tu nie żartuję. Filiżanka herbaty i rozmowa potrafią otworzyć każdego człowieka. Jedynie Amy Winehouse poprosiła o butelkę wina. Wypiła ją w pięć minut. Na herbatę nie było czasu tylko podczas robienia zdjęć królowej Elżbiecie II. Sesja trwała bardzo krótko.

Rzadko kiedy brytyjska królowa się uśmiecha. Uchwycił Pan bardzo unikatowy widok.

Elżbietę II rozbawił fakt, że w tle zdjęcia, tuż przy niej, stały kalosze.

Te wszystkie spotkania zmieniły Pana w jakiś sposób?

Kiedy w studiu pojawia się trzydzieści osób – jedni nie mogą mówić, inni nie mają ręki lub nogi, to w człowieku pełnosprawnym uruchamiają się emocje. Jestem dumny, że mogłem z nimi pracować i w pewien sposób im pomóc.

Pana inspiracja leży w innych zdjęciach, czy jest to podyktowane tym, co czuje się w sercu?

Bardzo łatwo zobaczyć jest zdjęcia innych ludzi. Nie starałem się powtarzać zdjęć, które już są. Podchodziłem do każdej z tych osób indywidualnie. Najważniejsze to znaleźć odpowiedni punkt.

A co z inscenizacją fotografii?

Czasami się pojawia, choć nie zawsze. Ważne jest uchwycenie światła dziennego, a to w Londynie jest bardzo trudne.

Zdjęcia sir Bena Kingsleya były więc inscenizowane?

Spędziłem z nim cały dzień, więc zdjęcia, które powstały, są bardzo różnorodne. Chociażby, kiedy wcielił się w swoją rolę z filmu „Porachunki”. Chwilę przed uświadomiłem go, że jest to jeden z moich ulubionych filmów.

Dzięki festiwalowi Camerimage możemy oglądać pana fotografie w toruńskim Centrum Sztuki Współczesnej. A jak wyglądają dalsze plany, po wyjeździe z Polski?

W grudniu ukaże się mój nowy album. Choć nie ma jeszcze tytułu, to będzie to jednak coś innego niż dzieła prezentowane obecnie.

kultura_adams_003_piec
Fot. Łukasz Piecyk (http://www.lukaszpiecyk.pl)
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s